Dziwnie się czułam. Przecież w koncu znalazłam uczucie, o którym zawsze marzyłam. Spełnia się to dokładnie tak, jak tego chciałam.. Lecz co mnie trapi? Otóż nadal nic nie wiedziałam o moim wybranku.
Tego wieczoru, gdy o tym rozmyślałam, usłyszałam za oknem dźwięk tłuczonego szkła. Wyjrzałam zza firanki, lecz nikogo nie zauważyłam.
Rano, na stole leżała koperta zaadresowana do mnie. Mała, poplamiona czymś. Otworzyłam i zaczęłam czytać:
"Witaj Najdroższa. Przepraszam, że w taki sposób, ale inaczej nie mogę. Napiszę ci coś o mnie. Nazywam się Enigiusz. Lubię podróże, kino, książki, małe zwierzątka. Jednak obok tego kocham dragi i popijawki. Dotychczas nie sądziłem, że może być coś lepszego od nich, ale teraz już wiem, że się mylilem. Otóż poznałem Ciebie. Zmieniłaś mnie. Czuję się inny, zupełnie nowy od środka.
Proszę, spotkajmy się tak jak zawsze.
Enig."
Pismo było całkiem staranne, aż dziwne, że powstało z ręki chłopaka.
Jednakże ta sielanka mnie nie uspokoiła.
Wiedziałam jedno: muszę się dowiedzieć więcej.
Wieczorem poszłam na spotkanie. Stał jak zawsze w tym samym miejscu - oparty o ścianę kamienicy. Na głowie naciągnięty miał kaptur, ręce w kieszeniach, a w ustach biały skręt. Podchodziłam powoli. Nie usłyszał mnie. W końcu byłam na tyle blisko, że mogłam go dotknąć. Wyjęłam mu skręta z ust i rzuciłam w kałużę. Zanim zdążył zareagować i zdenerwować, pocałowałam go. Odwzajemnił pocałunek i przytulił mnie do siebie. Przestałam. Spojrzałam mu w oczy i zapytałam:
- Kim jesteś?
Wbijał mi swój wzrok w twarz. Jakby chciał nim wypalić moje życie. Drgnęłam. Puścił mnie. Jego wzrok nadal wbijał mi się coraz głębiej w otchłań moich tajemnic. Wystraszyłam się.
I wtedy usłyszałam odpowiedź.
- Nikim.
Opuścił wzrok, wsadził ręce do kieszeni, oparł się o mur i milczał. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. Nawet nie wiem, co chciałam usłyszeć. Było mi żal, że nic nie wiem. Nie wiedziałam też, dlaczego nie miałam już przyjaciół. Co ja zrobiłam? Nie wiem. Tak samo jak nie wiedziałam nic o chłopaku, z którym coraz częściej spędzałam wieczory, któremu oddawałam pocałunki, któremu pozwalałam się przytulać.
- Właśnie że jesteś.
Drgnął. Powoli podniósł na mnie wzrok. Zapytał:
- Kim jestem?! Co osiągnąłem?! Nic! Jestem ćpunem, alkoholikiem, nie mam niczego, moje życie jest niczym!
- Jesteś. Jesteś tym, w którym się zakochałam. Jesteś tym, w którym pokładam moje uczucia, w którym mogę się zatracić, kimś w którym jest zaklęte moje pożądanie, którego moge tylko posmakować, lecz nie mogę go spożyć w całości. Dlaczego? Bo ty boisz się i wstydzisz samego siebie. Jest mi przykro, że nazywasz mnie niczym.
Patrzył mi w oczy. Trzymałam to spojrzenie. W jego oczach nie doszukałam się zła, wściekłości. Tylko strach i próba zrozumienia. Szukał w moim spojrzeniu pomocy, ratunku. Dla niego byłam w stanie wszystko.
- Kocham cię.
Poczułam, że złapał mnie za rękę. pocałował ją i oglądając moją twarz, głaskał ją. Nie wytrzymałam i pocałowałam go.
Nasze pożądanie wypłynęło niczym lawa z wulkanu. Właściwie to dwóch wulkanów, które nie mogły posmakować swojego prawdziwego wnętrza, bo były tak daleko od siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz