'Do niedawna nie wierzyłam. Może inaczej - nie chciałam wierzyć, bo uważałam, że to jest jak religia. Wierzysz w coś, czego może nie ma, a jesteś tylko człowiekiem. To zrozumiałe. Chcę coś powiedzieć.
Szlam. Wracałam z pracy gdzieś w tłumie innych przechodniów. Były jakby dwie trasy: ci co szli w moją stronę i ci co w przeciwną. Miałam słuchawki w uszach, więc nie słyszałam otaczającego mnie zgiełku godzin szczytu. Pewnie niedługo ogłuchnę. Nie rozglądałam się na boki, bo po co? Wtedy potknęłam się i myślałam, że świat wokół się zatrzymał, aby patrzeć na mój upadek. Podniosłam się, i rozejrzałam wokół. Spostrzegłam oczy. Twarz. Włosy. Był z 'przeciwnego' tłumu i także się we mnie wpatrywał. Patrzyłam zainteresowana, czemu on na mnie spogląda. Podchodził do mnie. Przeciskaliśmy się teraz między ludźmi do siebie. Dotarliśmy. Teraz staliśmy naprzeciwko siebie nie wiedząc co zrobić, bo przecież widzieliśmy się pierwszy raz w życiu.. Ale wtedy, w tamtej chwili, pełnej oczekiwania, zrozumiałam, moje serce, albo coś we mnie się wypełniło, zagotowało ze szczęścia. Zakochałam się w jednej chwili. Uśmiechaliśmy się do siebie, nie zważając na tłum wokół nas. Pierwszy raz w życiu zapomniałam, że ktoś na mnie patrzy. Zależało mi tylko na Nim.
Od tamtego dnia wierzę w miłość, Boga i dziękuję mu za to, że pozwolił mi wierzyć. '
Moje publikacje
poniedziałek, 21 lutego 2011
poniedziałek, 29 listopada 2010
też tak z innej beczki.
Jedynymi źródłami światła były pożary. Wszechoobecny, żółto - pomarańczowy, parzący ogień. Płomienie poruszały się bardzo szybko, w przeciwieństwie do ludzi. Wydawało się, jakby wszyscy powoli się biegali, jakby mieli nogi z cementu. Możliwe, że faktycznie tak było, lecz dlaczego ja mogłam poruszać się normalnie? A może byłam taka jak oni... Ludzie uciekali w przeciwnym kierunku niż ja. Przecież wyjście było tam! Właściwie nie wyjście, tylko jakiś ratunek. Wiedziałam to. Krzyczałam do nich. Jednak z moich ust nie wydobywał się żaden dźwięk. W końcu zatrzymałam się. Moją owagę przykuła człowiek. Patrzyłam w oczy mężczyzny właściwie chyba chłopaka, nie wiedziałam. Zaczęłam iść w jego kierunku, ale zatrzymałam się. Złapali go. Patrzyłam, jak po kolei od reszty ciała odpadły nogi, potem ręce.. Głowa jeszcze na mnie spojrzała. Uśmiechnęła się. Potem i ona została wyrwana. Moje ciało przeszyła nić bólu, który został wcześniej zadany tamtemu człowiekowi. Został tylko kadłub, kłoda bez gałęzi..
Krzyk. Przeraźliwy krzyk. Ktoś krzyczał. W obliczu strachu przybrał raczej barwę pisku.
Krzyk. Przeraźliwy krzyk. Ktoś krzyczał. W obliczu strachu przybrał raczej barwę pisku.
niedziela, 24 października 2010
nothing special
Bylismy obok siebie bardzo długo. Zawsze niedaleko. Gdy go widziałam, robiłam się spokojniejsza, lecz moje serce wyskakiwało mi z piersi. Wiedzieliśmy to od zawsze, lecz nie mieliśmy odwagi. Lecz, do czego?
Wystarczył jeden wieczór, jeden wspólny powrót ze szkoly. I bum bach - stało się.
Zwolnił. Zatrzymał się w końcu. Przeszłam kilka kroków dalej i gdy zobaczyłam, że obok zabrakło mojego towarzysza, odwróciłam się. Stał i patrzył się na mnie. Nagle powiedział:
- Najwyżej wszystko zepsuję, ale dłużej już tak nie mogę!
I wtedy podbiegł do mnie, wziął moją twarz w dłonie i delikatnie pocałował w usta. Przeszły mnie dreszcze, ogień przepłynął od ust do stóp i z powrotem. Dotknęłam jego dłoni i potem objęłam go za szyję. Przytuliłam o najmocniej jak umiałam i powiedziałam:
- Dziękuję.
Oddaliłam lekko głowę, aby spojrzec mu w oczy i pokazać uśmiech. On również się uśmiechał. Tak, własnie w tym uśmiechu kochałam się od dwóch lat. Tak, to było to.
Nareszcie nasze uczucia się uwolniły i niczego nie musieliśmy przed sobą udawać.
Wystarczył jeden wieczór, jeden wspólny powrót ze szkoly. I bum bach - stało się.
Zwolnił. Zatrzymał się w końcu. Przeszłam kilka kroków dalej i gdy zobaczyłam, że obok zabrakło mojego towarzysza, odwróciłam się. Stał i patrzył się na mnie. Nagle powiedział:
- Najwyżej wszystko zepsuję, ale dłużej już tak nie mogę!
I wtedy podbiegł do mnie, wziął moją twarz w dłonie i delikatnie pocałował w usta. Przeszły mnie dreszcze, ogień przepłynął od ust do stóp i z powrotem. Dotknęłam jego dłoni i potem objęłam go za szyję. Przytuliłam o najmocniej jak umiałam i powiedziałam:
- Dziękuję.
Oddaliłam lekko głowę, aby spojrzec mu w oczy i pokazać uśmiech. On również się uśmiechał. Tak, własnie w tym uśmiechu kochałam się od dwóch lat. Tak, to było to.
Nareszcie nasze uczucia się uwolniły i niczego nie musieliśmy przed sobą udawać.
* * *
W szkole najnaturalniej w świecie chodziliśmy ze soba za rękę. Nikt właściwie się nie zdziwił.
Co tydzień zabierał mnie w inne miejsce, aby podziwiać nasze piękne miasto. Siedzieliśmy na zboczu, objęci i patrzyliśmy na widoki.
Nic nie mówiliśmy. Milczeliśmy do siebie. Nic nam nie było potrzebne. Rozumieliśmy się bez niczego.
Znalazłam kogoś do kogo mogłam milczeć, wystarczyły tylko myśli. Byłam jemu i losowi bardzo wdzięczna.
wtorek, 5 października 2010
3
Dziwnie się czułam. Przecież w koncu znalazłam uczucie, o którym zawsze marzyłam. Spełnia się to dokładnie tak, jak tego chciałam.. Lecz co mnie trapi? Otóż nadal nic nie wiedziałam o moim wybranku.
Tego wieczoru, gdy o tym rozmyślałam, usłyszałam za oknem dźwięk tłuczonego szkła. Wyjrzałam zza firanki, lecz nikogo nie zauważyłam.
Rano, na stole leżała koperta zaadresowana do mnie. Mała, poplamiona czymś. Otworzyłam i zaczęłam czytać:
"Witaj Najdroższa. Przepraszam, że w taki sposób, ale inaczej nie mogę. Napiszę ci coś o mnie. Nazywam się Enigiusz. Lubię podróże, kino, książki, małe zwierzątka. Jednak obok tego kocham dragi i popijawki. Dotychczas nie sądziłem, że może być coś lepszego od nich, ale teraz już wiem, że się mylilem. Otóż poznałem Ciebie. Zmieniłaś mnie. Czuję się inny, zupełnie nowy od środka.
Proszę, spotkajmy się tak jak zawsze.
Enig."
Pismo było całkiem staranne, aż dziwne, że powstało z ręki chłopaka.
Jednakże ta sielanka mnie nie uspokoiła.
Wiedziałam jedno: muszę się dowiedzieć więcej.
Wieczorem poszłam na spotkanie. Stał jak zawsze w tym samym miejscu - oparty o ścianę kamienicy. Na głowie naciągnięty miał kaptur, ręce w kieszeniach, a w ustach biały skręt. Podchodziłam powoli. Nie usłyszał mnie. W końcu byłam na tyle blisko, że mogłam go dotknąć. Wyjęłam mu skręta z ust i rzuciłam w kałużę. Zanim zdążył zareagować i zdenerwować, pocałowałam go. Odwzajemnił pocałunek i przytulił mnie do siebie. Przestałam. Spojrzałam mu w oczy i zapytałam:
- Kim jesteś?
Wbijał mi swój wzrok w twarz. Jakby chciał nim wypalić moje życie. Drgnęłam. Puścił mnie. Jego wzrok nadal wbijał mi się coraz głębiej w otchłań moich tajemnic. Wystraszyłam się.
I wtedy usłyszałam odpowiedź.
- Nikim.
Opuścił wzrok, wsadził ręce do kieszeni, oparł się o mur i milczał. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. Nawet nie wiem, co chciałam usłyszeć. Było mi żal, że nic nie wiem. Nie wiedziałam też, dlaczego nie miałam już przyjaciół. Co ja zrobiłam? Nie wiem. Tak samo jak nie wiedziałam nic o chłopaku, z którym coraz częściej spędzałam wieczory, któremu oddawałam pocałunki, któremu pozwalałam się przytulać.
- Właśnie że jesteś.
Drgnął. Powoli podniósł na mnie wzrok. Zapytał:
- Kim jestem?! Co osiągnąłem?! Nic! Jestem ćpunem, alkoholikiem, nie mam niczego, moje życie jest niczym!
- Jesteś. Jesteś tym, w którym się zakochałam. Jesteś tym, w którym pokładam moje uczucia, w którym mogę się zatracić, kimś w którym jest zaklęte moje pożądanie, którego moge tylko posmakować, lecz nie mogę go spożyć w całości. Dlaczego? Bo ty boisz się i wstydzisz samego siebie. Jest mi przykro, że nazywasz mnie niczym.
Patrzył mi w oczy. Trzymałam to spojrzenie. W jego oczach nie doszukałam się zła, wściekłości. Tylko strach i próba zrozumienia. Szukał w moim spojrzeniu pomocy, ratunku. Dla niego byłam w stanie wszystko.
- Kocham cię.
Poczułam, że złapał mnie za rękę. pocałował ją i oglądając moją twarz, głaskał ją. Nie wytrzymałam i pocałowałam go.
Nasze pożądanie wypłynęło niczym lawa z wulkanu. Właściwie to dwóch wulkanów, które nie mogły posmakować swojego prawdziwego wnętrza, bo były tak daleko od siebie.
Tego wieczoru, gdy o tym rozmyślałam, usłyszałam za oknem dźwięk tłuczonego szkła. Wyjrzałam zza firanki, lecz nikogo nie zauważyłam.
Rano, na stole leżała koperta zaadresowana do mnie. Mała, poplamiona czymś. Otworzyłam i zaczęłam czytać:
"Witaj Najdroższa. Przepraszam, że w taki sposób, ale inaczej nie mogę. Napiszę ci coś o mnie. Nazywam się Enigiusz. Lubię podróże, kino, książki, małe zwierzątka. Jednak obok tego kocham dragi i popijawki. Dotychczas nie sądziłem, że może być coś lepszego od nich, ale teraz już wiem, że się mylilem. Otóż poznałem Ciebie. Zmieniłaś mnie. Czuję się inny, zupełnie nowy od środka.
Proszę, spotkajmy się tak jak zawsze.
Enig."
Pismo było całkiem staranne, aż dziwne, że powstało z ręki chłopaka.
Jednakże ta sielanka mnie nie uspokoiła.
Wiedziałam jedno: muszę się dowiedzieć więcej.
Wieczorem poszłam na spotkanie. Stał jak zawsze w tym samym miejscu - oparty o ścianę kamienicy. Na głowie naciągnięty miał kaptur, ręce w kieszeniach, a w ustach biały skręt. Podchodziłam powoli. Nie usłyszał mnie. W końcu byłam na tyle blisko, że mogłam go dotknąć. Wyjęłam mu skręta z ust i rzuciłam w kałużę. Zanim zdążył zareagować i zdenerwować, pocałowałam go. Odwzajemnił pocałunek i przytulił mnie do siebie. Przestałam. Spojrzałam mu w oczy i zapytałam:
- Kim jesteś?
Wbijał mi swój wzrok w twarz. Jakby chciał nim wypalić moje życie. Drgnęłam. Puścił mnie. Jego wzrok nadal wbijał mi się coraz głębiej w otchłań moich tajemnic. Wystraszyłam się.
I wtedy usłyszałam odpowiedź.
- Nikim.
Opuścił wzrok, wsadził ręce do kieszeni, oparł się o mur i milczał. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. Nawet nie wiem, co chciałam usłyszeć. Było mi żal, że nic nie wiem. Nie wiedziałam też, dlaczego nie miałam już przyjaciół. Co ja zrobiłam? Nie wiem. Tak samo jak nie wiedziałam nic o chłopaku, z którym coraz częściej spędzałam wieczory, któremu oddawałam pocałunki, któremu pozwalałam się przytulać.
- Właśnie że jesteś.
Drgnął. Powoli podniósł na mnie wzrok. Zapytał:
- Kim jestem?! Co osiągnąłem?! Nic! Jestem ćpunem, alkoholikiem, nie mam niczego, moje życie jest niczym!
- Jesteś. Jesteś tym, w którym się zakochałam. Jesteś tym, w którym pokładam moje uczucia, w którym mogę się zatracić, kimś w którym jest zaklęte moje pożądanie, którego moge tylko posmakować, lecz nie mogę go spożyć w całości. Dlaczego? Bo ty boisz się i wstydzisz samego siebie. Jest mi przykro, że nazywasz mnie niczym.
Patrzył mi w oczy. Trzymałam to spojrzenie. W jego oczach nie doszukałam się zła, wściekłości. Tylko strach i próba zrozumienia. Szukał w moim spojrzeniu pomocy, ratunku. Dla niego byłam w stanie wszystko.
- Kocham cię.
Poczułam, że złapał mnie za rękę. pocałował ją i oglądając moją twarz, głaskał ją. Nie wytrzymałam i pocałowałam go.
Nasze pożądanie wypłynęło niczym lawa z wulkanu. Właściwie to dwóch wulkanów, które nie mogły posmakować swojego prawdziwego wnętrza, bo były tak daleko od siebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)