poniedziałek, 21 lutego 2011

z pamiętnika.

'Do niedawna nie wierzyłam. Może inaczej - nie chciałam wierzyć, bo uważałam, że to jest jak religia. Wierzysz w coś, czego może nie ma, a jesteś tylko człowiekiem. To zrozumiałe. Chcę coś powiedzieć.
Szlam. Wracałam z pracy gdzieś w tłumie innych przechodniów. Były jakby dwie trasy: ci co szli w moją stronę i ci co w przeciwną. Miałam słuchawki w uszach, więc nie słyszałam otaczającego mnie zgiełku godzin szczytu. Pewnie niedługo ogłuchnę. Nie rozglądałam się na boki, bo po co? Wtedy potknęłam się i myślałam, że świat wokół się zatrzymał, aby patrzeć na mój upadek. Podniosłam się, i rozejrzałam wokół. Spostrzegłam oczy. Twarz. Włosy. Był z 'przeciwnego' tłumu i także się we mnie wpatrywał. Patrzyłam zainteresowana, czemu on na mnie spogląda. Podchodził do mnie. Przeciskaliśmy się teraz między ludźmi do siebie. Dotarliśmy. Teraz staliśmy naprzeciwko siebie nie wiedząc co zrobić, bo przecież widzieliśmy się pierwszy raz w życiu.. Ale wtedy, w tamtej chwili, pełnej oczekiwania, zrozumiałam, moje serce, albo coś we mnie się wypełniło, zagotowało ze szczęścia. Zakochałam się w jednej chwili. Uśmiechaliśmy się do siebie, nie zważając na tłum wokół nas. Pierwszy raz w życiu zapomniałam, że ktoś na mnie patrzy. Zależało mi tylko na Nim.
Od tamtego dnia wierzę w miłość, Boga i dziękuję mu za to, że pozwolił mi wierzyć. '

Brak komentarzy: